Welcome


WELCOME to Film Club OKO! WHERE
: POLISH CULTURAL CENTER, Upstairs •
1714 -18th Avenue • Seattle WA 98122. WHEN: THIRD FRIDAY of the month • 7:30 PM (usually, but check for details on each film) • Free admission

Our Mission: Polish Film Club OKO is a private discussion club, affiliated with the Polish Cultural Center in Seattle (a non-profit organization), and devoted to promoting Polish-themed film art in the Pacific Northwest through exposure, education and discussion - ALL FILMS HAVE ENGLISH SUBTITLES.
See you at Kino OKO and thank you for being a film friend. aleks in seattle. OKO logo by Iza Turski.
_________________________________________________________________________________

Wednesday, February 23, 2011

About Zanussi's 'Silent Touch' (2/16 screening)

A case of acute bronchitis stopped me from blogging at the time of seeing the film a week ago at the OKO meeting, but now- a week later - I still can't say I liked it...  I mean it was highly watchable, performance-wise: an old, mean-spirited curmudgeon-genius (old composer, in case of this movie) is fun to watch, especially when played by the great Max von Sydow ruining  the lives of his  companions.

The rest of the cast was impeccable, too:  a dutiful, subservient wife played by a british actress, page-like-worshiping Polish music student played by a French-Canadian and an enthusiastic, bubbly young musicologist/secretary/lover, of course - all good fun to watch. The finished symphony was played and  the love-child was born.  But, I agree with  Ewa Bienczycka, who said 'so what?'  in her pre-movie comments (see below the previous post).

To me, the plot was highly predictable and tad misogynic, too boot:  everybody serves the genius-artist-master,  for a greater good - the old issue of art versus life gets good airing.  The greater good was one Wojciech Kilar's symphony,  played at the movie's end in an upscale concert-hall, and 'interviewed for the masses' by a  blond-hair/fake-eyelashes journalist (kudos for Beata Tyszkiewicz for a perfect phony news anchor) .  The symphony, or the extend we heard of it, was a nice piece, but hardly a show stopper.

I read somewhere that this film was supposed to be Zanussi's big come-back in early 90s - after great movies of 60s and 70s the filmmaker was hit with something of a dry spot in 80s;  I also read that it was well received when it came out in 1993 and widely seen as such.  Perhaps my personal expectations were too high, and I should have headed advice in  NYT review : '[...]"The Silent Touch" should not be analyzed too closely.[...]', instead of expecting another 'Struktura Krysztalu'.

I missed the OKO discussion after screening, as my lungs were exploding (which might have colored  my perception, too), but  before I run out I heard that most people liked the movie, so hopefully Rysiek, who took over at that point, reports about after-the-film talk and counters my uncharitable opinion...

3 comments:

  1. Nie powinnaś Olu ryzykować zdrowia na film Krzysztofa Zanussiego, szczególnie taki, który próbuje przeforsować dla wszystkich starzejących się mężczyzn obowiązkową poligamię tylko dlatego, że są wielkimi artystami i wszystko im wolno pod pozorem DOBRA SZTUKI.
    Uważam, że właściwy stosunek do całej sprawy miał w latach dziewięćdziesiątych poeta Zbigniew Sajnóg i jako też wieki artysta napisał taki wiersz:

    "Max von Sydow, Max von Sydow
    Całą kasę w bajzlu wydoł
    Więc się musiał poznać z bidą
    Max von Sydow, Max von Sydow"
    {Zbigniew Sajnóg]

    Zresztą, końcowe sceny filmu pokazujące skapcaniałego muzyka wracającego do starczej demencji i gnuśności świadczą, że dawka seksu była niewystarczająca, poeta Sajnóg swoim wieszczym słowem podpowiada dalszy ciąg tej historii.

    Olu dbaj o zdrowie, Karin Stanek zmarła na zapalenie płuc!

    ReplyDelete
  2. Ewa,

    musze poszukac o tym Sajnogu (Sajnodze?), bo super-fajny, i pewnie mnie zainspirowalas nim do wspomnienia wyliczanek na twoim blogu o 'przekretach':)...

    tak, nawet juz nie wspomnialam o scenie, jak nowa mamusia patrzy w dzidziusia, gdy stary czlowiek w kacie juz ja nic nie obchodzi.... i bylo tez cos w dialogu gdzies, o ostatnim rozblysku swiatla zanim zgasnie na zawsze... ciekawe, na ile Zanussi byl swiadomy i gral z tym watkiem, a na ile jakos mu wyszlo przypadkiem. musze chyba dopasc jakiejs jego biografii - niby sztuka powinna sie sama z siebie tlumaczyc, ale czasem bez pomocy nie wychodzi.

    wybacz, ze jestem powolna w odpowiadaniu; grasuje tu jakies dlugodystansowe, uoierdliwe wirusowe zapalenie oskrzeli, ciagnace sie tygodniami i wiecej; wyglada ze zalapalam sie - dni mijaja na inhalacjach i spaniu i tak, nie dopuszczaniu do zapalenia pluc. jestem bardziej niz normalnie niewydolna intelektualnie, ale czytac moge, wiec ciesze sie, ze piszesz.

    ptzy okazji: jak przyjeto w polsce 'dotkniecie reki' w 1993? pamietasz moze? faktycznie uwazane bylo za powrot Zanussiego? no i co z ta poligamiczna moralnoscia w katolickim kraju? jak to przeszlo? wiem temat moze drazliwy, nie odpowiadaj, jesli niewygodnie. ot, tak, ciekawa jestem.

    ReplyDelete
  3. E tam, jaki drażliwy temat. U nas fama niesie, że Zanussi jest homoseksualistą, ale ponieważ nigdzie tego nie powiedział w odróżnieniu np. od Tomasza Raczka, innej równie słynnej postaci Telewizji Polskiej, któremu zależało na takiej oficjalnej deklaracji, to tylko jest pomówienie.
    „Dotkniecie ręki” było w telewizji niedługo po pokazach kinowych i zobaczyliśmy zdumieni z mężem, jak to tak prosto ubogi student muzykologii z Krakowa śni, potem sobie jak gdyby nigdy nic kupuje astronomicznie drogi bilet na prom do Szwecji i pozwala sobie sprzątnąć sprzed nosa świeżo poderwaną dziewczynę w imię wartości wyższych, czyli wysokiej sztuki. I to były te ostatnie podrygi wysokiej sztuki filmowej Zanussiego, widocznie Zanussi nie mógł przecierpieć Viscontiemu ekranizacji „Śmierci w Wenecji”, nie mógł pozwolić, by jego sztuka kojarzona była z plebsem, z chamem i prostakiem z ciężarówki („Bilans kwartalny”), czy z tymi wszystkimi niepokojami moralnymi inteligencji polskiej zanurzonej po uszy w proletariacie. Zamarzył o Erosie, zamarzył o powinowactwie dusz jak Goethe, za faustowską teorią sztuki Manna, za subtelnością, rafinacją, idealizmem. I potem nakręcił w tej sponiewieranej i spodlonej Polsce jeszcze idiotyczny zupełnie „Cwał”.
    A więc Olu, nasza reakcja, to było tylko zdumienie.

    Olu, żyjemy w epoce najwspanialszej, kiedy dawniej królowie nie mieli takiego luksusu jak pospolity człowiek teraz który nie żyje w zamku z przeciągami i nie ma wiecznie będących w połogu żon. Dlatego sztuka jest tak samo dostępna jak jedzenie fast foodów i niejednokrotnie pastuch swoim telefonem komórkowym zrobi lepszy film od profesjonalnego, wyuczonego reżysera. I to powinien powiedzieć Zanussi o sztuce wysokiej, o tej epoce idącej ku nam wielkimi krokami, a nie mamić jakąś starczą potrzebą seksualną. Wiadomo, że potrzeby seksualne u normalnego człowieka kończą się dopiero z jego śmiercią, tak jak nałóg nikotynowy, tzw. „rzucenie palenia” rozwiązuje tylko śmierć.
    Zanussi wiele już powiedział nonsensów w swoich filmach: że nie warto robić karier („Za ścianą”), bo lepiej siedzieć cicho na prowincji i głupieć („Struktura kryształu”). Więc niech już milczy na temat seksu.
    Piszę notkę o Zbigniewie Sajnógu i też nie mam materiałów. Podobno siedzi w psychiatryku jako warzywo, ale nikt nie wie na pewno. Spróbuj się zalogować na jego blog, mnie się nie udało.

    I zdrowiej, bo wiosna idzie i nie warto jej spędzać w łóżku!

    ReplyDelete